Nudziłem się wczoraj przeobrzydliwie.
Pomyślałem, że nie ma co leżeć na kanapie, tylko trzeba wydobyć się z pieleszy i ruszyć gdzieś litery cztery.
Poszedłem napić się kawy. Założyłem coś przewiewnego, bo znów do mnie SMSem wysłano: Upały, więc wiedziałem na co się piszę.
Wyszedłem z domu. Myślałem nad kilkoma kierunkami i miejscami, które mogę odwiedzić, ale wybór padł na niedaleką okolicę mojego domu, ale za sto tysięcy lat. Długo nie musiałem czekać.
Sygnałem pojawienia się w danym momencie czasu, był głośny dźwięk rozpadającego się datownika w moim zegarku kwarcowym.
Szybkość zmieniania się cyfr na wyświetlaczu spowodowało reakcję cieplną i po wysłużonym Casio pozostały tylko niedopalone włosy na nadgarstku. Według moich obliczeń powinna być 14:55 sobota, 11 sierpnia 102 020 roku n.e.
Gdy wydostałem się z oparów analizy zobaczyłem całkiem miły widok. Niebieskie niebo, czyste powietrze. brak jakichkolwiek śladów cywilizacyjnych.
Nagle za sobą słyszę głos.
– Halo, dziwadło, proszę opuścić ten teren! To teren należący do zasobów prywatnych!
Oglądam się i widzę, że za mną nic nie ma. Łąka, jakieś drzewa w oddali i pasąca się krowa.
Nagle ta krowa zaczęła się do mnie bardzo szybko zbliżać. Niby przypominała krowę, ale jednak było coś w tej budowie obcego. Miała rogi, ale już takie jak nie rogi. Ciało niby stało na czterech nogach, ale jednak było jakieś bardziej erectus niż artiodactyla.
Gdy już krowoto (no bo nie wiec co to) było obok, wyprostowało się stojąc na dwóch tylnych odnóżach. Postawa była praktycznie ludzka.
Krowoto powiedziało:
– Przepraszam, że krzyczałem. Nie przedstawiłem się, jestem Cro Wagnon. Jestem nadzorcą tego terenu. Pierwszy raz widzę taką istotę jak ty. Kim jesteś?
– Jestem człowiekiem? – tak mi się przynajmniej zdawało – jestem poszukiwaczem nieistniejących koni.
– Człowiekiem?! – zdziwił się Cro Wagnon – przecież wy przypominacie skórzaste jaja z pozostałościami po otworach receptorycznych i wbudowanym ekranem krystaliczno-holograficznym
– Przykro mi, nic mi nie wiadomo na ten temat. Przeszedłem się tylko tutaj na spacer. O, mniej więcej z tamtego miejsca – wskazałem kamień palcem – do tego w 100 tyś. letnim interwale podróżnym.
– a, w takim razie to rozumiem – to już mówię, powiedział Cro Wagnon – około 95 000 lat temu, coraz więcej ludzi przestało jeść mięso innych stworzeń żyjących. Do tego bardzo poszła do przodu technologia i każdy chciał posiadać neurolink. Wszyscy to montowali na potęgę. Technologia realizowała większość potrzeb użytkownika na poziomie komunikacji bezpośrednio z ośrodkami przyjemności w mózgu, więc użytkownicy przestali się rozwijać. Po około 5000 latach ludzie wynaleźli za pomocą biotechnologii sposób na wytworzenie mechanizmu pobierania substancji odżywczych z otoczenia i stracili potrzebę poruszania. Za następne 10000 lat odpadły wam odnóża i staliście się dużymi skórzastymi androidycznymi ziemniakami.
– aaaahaa – nie bardzo wiedziałem jak zareagować. Z drugiej strony zbliżała się na dwóch nogach humanoidalny Dzikan rzeczny z tymi elfimi uszkami.
– a tak właściwie, to czemu rozmawiamy… i chyba zaraz będziemy jeszcze rozmawiać z tym sympatycznym Dzikanem? – zapytałem, bo w sumie zaczęło mnie to interesować.
– bo jak wy siedzieliście przed komputerami, nie jedliście nas, to my sobie żyłyśmy obok. W końcu wyewoluowaliśmy w istoty z myśleniem abstrakcyjnym – zresztą, wy też to zrobiliście wcześniej z jakiejś ludzko wyglądającej jaszczurko-wiewiórki.
Z tą różnicą, że my nie potrzebowaliśmy was zabijać i jeść. Z tego co pamiętam z „lekcji o przeszłości” człowiek potrafił zabić 2 810 000 000 000 zwierząt lądowych rocznie i tyle samo ryb.
Trochę głupio mi się zrobiło, bo to w sumie prawda. Jeszcze Dzikan przechodząc powiedział mi dzień dobry. Pomyślałem, że jestem świnią – ale to tak nie wypada. Nie pytałem już o konie.
One nie istnieją, ale nawet jakby istniały to pewnie znalazł by się ktoś kto by chciał je zabić i zjeść.