Adel Bertsy

Memuar #17: Pan Wojtek

Szedłem środkiem lunaparku. Otaczała mnie feeria świateł, dźwięków, zapachów. Istny chaos. Nie słyszałem swoich myśli. Muzyka z różnych karuzel, autodromu, diabelskiego młyna, drop’n’twistów zlewały się w jeden niezrozumiały jazgot. Ludzie przekrzykiwali się , śmiali, pili alkohol i jedli niezdrowe fast foody w barach rozsianych wzdłuż głównej alei. Inni spacerowicze oglądali plastikową tandetę wyłożoną na straganach. Jeszcze inni korzystali ze strzelnic i wszelkiego rodzaju punktów niższej rozrywki, gdzie za nieduże pieniądze mieli nadzieję wygrania olbrzymiej maskotki dla wybranki swojego serca.