Była 12:00. Siedziałem w kuchni i patrzyłem się przez okno na opadające liście. Wielkimi krokami nadciągała zima, odstawiając na bocznicę pana deszczo-błota. W nocy termometr pokazał temperaturę poniżej zera, a gdzieś w górach ktoś widział śnieg.
Byłem przekonany, że tym razem nie był to sen. Leżałem na łóżku i zbierałem siły, żeby pójść i ocenić skalę zniszczeń po nocnej wizycie w lodówce mojego… no właśnie, właściwie kogo?
Szedłem środkiem lunaparku. Otaczała mnie feeria świateł, dźwięków, zapachów. Istny chaos. Nie słyszałem swoich myśli. Muzyka z różnych karuzel, autodromu, diabelskiego młyna, drop’n’twistów zlewały się w jeden niezrozumiały jazgot. Ludzie przekrzykiwali się , śmiali, pili alkohol i jedli niezdrowe fast foody w barach rozsianych wzdłuż głównej alei. Inni spacerowicze oglądali plastikową tandetę wyłożoną na straganach. Jeszcze inni korzystali ze strzelnic i wszelkiego rodzaju punktów niższej rozrywki, gdzie za nieduże pieniądze mieli nadzieję wygrania olbrzymiej maskotki dla wybranki swojego serca.
Moim oczom ukazywał się niecodzienny widok. Na tle nieprzeniknionej ciemności, płynęła dostojnie po swojej orbicie Czerwona Planeta. Zawsze mnie to […]
Otworzyłem oczy. Leżałem w swoim łóżku. Patrzyłem się w biały, wymagający już lekkiego odświeżenia, sufit. Wspomnienie podróży na Marsa pozostawiło […]
Szanowni Państwo! Najważniejszy komunikat!
Jeżeli nie potraficie czytać, to tego nie przeczytacie!
Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.