Sytuacja, którą tu opiszę, znów wyrywa się z granic rozumienia, więc jak komuś się nie chcę nad tym zastanawiać, to uprzedzę, że koń z tego posta nie istnieje… niestety. I żegnam.

Dla innych, co się może jakoś interesują, to nie żegnam.

Sytuacja wydarzyła się w mojej kuchni. Siedziałem jak zwykle i medytowałem nad kawą i wpatrywałem w pary stygnącego napoju. Zauważyłem pianę składającą się z mieniących się delikatnymi odblaskami światła bąbelków. Spędziłem tak jakiś czas.

Rozejrzałem się dookoła i uznałem, że warto by było pozamiatać podłogę. Wziąłem miotłę i sukcesywnie od zlewu, ruchami posuwistymi zacząłem zbierać tkankę niepożądaną. 

Gdy dochodziłem do połowy pomieszczenia poczułem jak szczotka się odbija od jakiejś niewidocznej bariery. – Co do cholery?! – pomyślałem. Podszedłem bliżej i rozłożoną dłonią popchnąłem powietrze. Ręka w połowie planowanego ruchu zatrzymała się opierając o jakąś niewidoczną powierzchnie. Naparłem całym ciałem. Usłyszałem trzask. Był to trzask stawów mojego nadgarstka.

Nie wiedziałem co robić. Na środku wyrosła niewidzialna ściana.

Poszedłem po latarkę, wyjąłem mąkę z szafki i obsypałem nią powierzchnię – będę miał dużo więcej zamiatania -, dodatkowo święcąc pod odpowiednim kątem, odkryłem, że materia która dzieli moją strefę komfortu, to wycinek sfery. Do tego jak się przyjrzałem i poświeciłem pod odpowiednimi kątami, okazało się że powierzchnia się mieni tęczowymi barwami. Wniosek był oczywisty. W moim domu wyrosła bańka, która zabiera mi wolność poruszania! O tak nie będzie, MOJA DROGA! Zacząłem taranować mojego nowego wroga barkiem, krzesłem, rzuciłem kilkoma sztućcami. Wszystko na marne.  Granica mojej wolności pozostała niewzruszona. Zastanowiłem się, czy to możliwe, że w mojej kuchni zaczął się formować nowy Wszechświat? Nie sądzę. Zrobiłem jeszcze jeden test. Wyciągnąłem przed siebie obie ręce i obracając je wpatrywałem się w nie bardzo uważnie. MAM! Nie jestem w stanie pełnej świadomości! Zapomniałem o mojej przypadłości przenoszenia materii. Musiałem przenieść swoją kuchnię, prawdopodobnie przy ataku narkoleptycznym, do kubka mojej kawy i powierzchnia podłogi musi się pokrywać w lustrze kawy! Widocznie wymiary się nie do końca przenikają i stąd ta fluktuacja percepcyjna. W tym momencie mocno się skupiłem i wybudziłem fizyczny mózg znajdujący się prawdopodobnie kilkaset metrów nad obecną lokalizacją mojej projekcji, biorąc pod uwagę obecną skalę.

Otworzyłem lewe oko. Mój nos był zanurzony w kubku kawy tak, że prawa dziurka znajdowała się całkowicie pod powierzchnią napoju. Tuż obok niej znajdowała się dosyć pokaźna bańka. – mam cię draniu!

Poderwałem się, bańka opadła. Wziąłem się za zamiatanie podłogi.

Kawę musiałem wylać. Kubek wyrzuciłem do wulkanu.