
Memuar #18: Sen
Byłem przekonany, że tym razem nie był to sen. Leżałem na łóżku i zbierałem siły, żeby pójść i ocenić skalę zniszczeń po nocnej wizycie w lodówce mojego… no właśnie, właściwie kogo?

Byłem przekonany, że tym razem nie był to sen. Leżałem na łóżku i zbierałem siły, żeby pójść i ocenić skalę zniszczeń po nocnej wizycie w lodówce mojego… no właśnie, właściwie kogo?

Szedłem środkiem lunaparku. Otaczała mnie feeria świateł, dźwięków, zapachów. Istny chaos. Nie słyszałem swoich myśli. Muzyka z różnych karuzel, autodromu, diabelskiego młyna, drop’n’twistów zlewały się w jeden niezrozumiały jazgot. Ludzie przekrzykiwali się , śmiali, pili alkohol i jedli niezdrowe fast foody w barach rozsianych wzdłuż głównej alei. Inni spacerowicze oglądali plastikową tandetę wyłożoną na straganach. Jeszcze inni korzystali ze strzelnic i wszelkiego rodzaju punktów niższej rozrywki, gdzie za nieduże pieniądze mieli nadzieję wygrania olbrzymiej maskotki dla wybranki swojego serca.

Wyjrzałem przez okno. Na zewnętrznym termometrze słupek galinstanu pokazywał 12 stopni Celsjusza. Jeszcze 10 lat temu o tej porze roku […]