Wczorajszy dzień nie był jakiś nadzwyczajny. Było nieprzychylnie, zresztą jak co dzień, ale też jakoś nieludzko. Wziąłem rower i postanowiłem się przelecieć na Wenus.
40 mln km poszło jak z płatka. Może to wynik ostatniej regulacji tylnej przerzutki, może dokręcenie przedniego koła, które dawało wyraźny opór. Lądowanie też było całkiem udane. Trochę mi się pościerał lakier na widelcu, gdy przelatywałem przez gęste chmury złożone głównie z kwasu siarkowego i dwutlenku siarki, ale w sumie komu by się nie pościerał. Jedyny minus tego manewru było stopienie się całkowite mojego Garmina i nici z udostępniani śladu ze średnimi przelotowymi.
Wylądowałem pod starym wulkanem. Rozglądam się, w zakresie widzialnym nie zobaczyłem żadnych zabudowań. Spojrzałem na telefon – na szczęście włożyłem go do sakwy bikepackingowej i się nie roztopił – ale nie było zasięgu. Wyświetlał się tylko komunikat „tylko połączenia alarmowe”.
Postanowiłem poszukać jakiegoś miejsca, żeby odpocząć po podróży. Obrałem stare koryto lawy i podążając wzdłuż pojechałem w nieznanym kierunku.
Po pewnym czasie zobaczyłem dziwne zabudowanie. Wyglądało jak bunkier poniemiecki połączony z chatką pigmejską. Na szczycie była zamontowana antena satelitarna. Wszedłem bez pukania.
Na środku pomieszczenia stał fotel i znad oparcia wystawały dwie szypułki zakończone oczami, które wpatrywały się w telewizor.
Ponieważ na Wenus ciśnienie jest dużo większe niż na Ziemi, to ciężko mi było zarówno zobaczyć, jak i usłyszeć co grało w telewizji. Na ścianie wisiał duży termometr pokazujący 455 stopni Celsjusza, co w pewnym stopniu tłumaczył, czemu się pocę.
Podszedłem bliżej do fotela.
Oczy na szypułkach się obróciły w moim kierunku i usłyszałem głos.
– Szczęść Boże.
Pomyślałem. – CO JEST DO ….?!
– Może podać kiełbasy i mlika? – powiedział kosmita z nienagannej gwarze podlaskiej.
W tej chwili zobaczyłem, że w telewizji leci konferencja prasowa ministra od polskiej sprawiedliwości Zbyszka. Tłumaczył, że zatrzymali bardzo groźnego przestępce i że oni tylko zatrzymują w areszcie jak jest bardzo groźny przestępca – jednocześnie zaczęły mi przelatywać przed oczami wodospad wszystkich wiadomości z ostatnich lat: pobił, ofiara w szpitalu, sprawca otrzymał dozór; pobił, ofiara w szpitalu, prokuratura zastosowała dozór i zakaz zbliżania… i tak leciało i leciało.
Po chwili olśniło mnie, że przed wejście na antenie widniało logo jakiejś kobiety w niebieskiej chuście i z obraźliwym hasłem, że „ma ona ryja”.
Szybko wybiegłem z tego domu. Wsiadłem na rower, odruchowo włączyłem śledzenie aktywności na nieistniejącym Garminie. Ruszyłem w podróż powrotną…
…i myślicie pewnie, że to co opowiedziałem nie istnieje?
No koń niestety nie, a większość to fakty.