Upał.

Jechałem trasą z niedużego miasta do mojej wsi. Po drodze leżał potrącony pies, kot i gałąź. Bardzo mi było przykro.

Zadzwoniłem do lokalnego kościoła i poprosiłem o ostatnią posługę dla nich.
– Kancelaria słucham.
– Chciałbym zamówić rytuały pogrzebowe dla zmarłych.
– Rodzina?
– Żyję na tej planecie z nimi. Powstaliśmy prawdopodobnie z tej samej materii, która w powolnym procesie ukształtowała nas i ich wszystkich do takiej formy, w jakiej istniejemy obecnie.  Trwało to pewnie kilka miliardów lat, ale jednak. Jestem przekonany, że jesteśmy rodziną.
– Proszę podać imiona zmarłych.
– Nie wiem. Pies to niech będzie Fafik. Kot Kulka, a gałąź Wrostek.
– …… <przerwana rozmowa>

Kapłan nie przyjechał. Całe szczęście, że moje konie nie są realne.
Ile by było problemów, żeby zamówić odpowiedniego maga do ceremoniałów.

Taki co by się zgodził, to jak ten koń.
Nie istnieje.