Moim oczom ukazywał się niecodzienny widok. Na tle nieprzeniknionej ciemności, płynęła dostojnie po swojej orbicie Czerwona Planeta. Zawsze mnie to zastanawiało, że ludzie, którzy nie są w stanie dobrze zagospodarować własnej planety, już się pchają na inną. Do tego, niezależnie od swoich walorów turystyczno poznawczych, jest niespecjalnie zdatna do życia.
Oczywiście nie przeszkadza to nikomu zatankować kilka tysięcy ton paliwa, wystrzelić się w pustkę i trzymać kciuki, żeby nowo opatentowane systemy ochrony pasażerów działały, a sam projekt nie zakończył się takim samym skutkiem, jak piknik rodzinny przy otwartym rdzeniu reaktora w czarnobylu, z jednoczesnym pieczeniem kiełbasek nad nie wystygniętym korium.
Zacząłem się zbliżać do powierzchni. Wraz ze zmniejszającą się odległością, moje całe pole widzenia zaczęło się wypełniać planetą. Gdy już dotarłem do egzosfery, czyli około 200 km od powierzchni piasku, zatrzymałem się i czekałem na połączenie.
Po chwili poczułem na płacie skroniowym jakby trzaski w komunikacji radiowej. Nie mogły być oczywiście one związane z samą techniką połączenia, bo była ono czysto telepatyczna. Raczej było to związane z pogłębiającym się autouczłowieczaniem się Inteligentnych Energii, które garściami czerpały z osiągnięć ludzkiej cywilizacji. Większość była zafascynowana kulturą. W jakiś niewyjaśniony sposób Energie pochłaniały popkulturę. Oglądały filmy, słuchały muzyki. Szczególnie, chociaż nie wszystkie, upodobały sobie hazard.
Rudrum był starą Energią. Miał dosyć sceptyczne podejście do nowości, ale ludzką kinematografię lubił i najprawdopodobniej, to ona animowała niektóre zachowania, gdy musiał się kontaktować z Podróżnikami. To właśnie powodowało symulację połączenia przez krótkofalówkę, widocznie według jego mniemania opartego na badaniach, tak się powinno kontaktować, podchodzić do lądowania, gdy interesant jest człowiekiem.
– CEL PODRÓŻY?! – zapytał
– Przyjechałem porozmawiać z Tobą – odparłem.
– ZE MNĄ? – głos miał taki ton, że gdyby istniał w postaci materialnej, stałby zdziwiony i wskazywał się ręką, jednocześnie oglądając się za siebie i szukając osoby, do której mógłbym faktycznie skierować te słowa.
– Tak. Chodzi o mojego… o mnie… no o tego, co zamknąłeś w pulsarze.
– KONIEC KONTROLI! PROSZĘ OPUŚCIĆ STREFĘ PRZYGRANICZNĄ! NIE UDZIELONO ZGODY WJAZDU!
– POCZEKAJ!!! – krzyknąłem, bo już zaczął odtrzaskiwać zakończenie symulowanego połączenia.
– JESZCZE JESTEŚ?! POWIEDZIAŁEM NIE MA ZGODY… .
– Mam wydania kolekcjonerskie “Za garść dolarów”, “Za kilka dolarów więcej” i “Dobry, zły i brzydki ”.
– ….
– … dodam “Wyjęty spod prawa Josey Wales”…
– PRÓBA PRZEKUPIENIA URZĘDNIKA MIĘDZYPLANETARNEGO…
– DODAM “GRAN TORINO”! – w końcu trafiłem. Rudrum zamilkł i coś analizował.
– CZY WERSJA REŻYSERSKA?!
– Tak, oczywiście.
W tym momencie, w moim Ziemskim domu, zmaterializowało się pięć pudełek z wersjami kolekcjonerskimi filmów z Clintem Eastwoodem.
– SŁUCHAM.
– No to wracając do mojego innego ja. Trzeba go uwolnić i wysłać do swojego wszechświata.
– A TO CZEMU? ZOSTAŁ ZA KARĘ ZESŁANY NA WIECZNĄ MORDĘGĘ DO WNĘTRZA PULSARU!
– No to tutaj cię muszę zmartwić. On wcale nie cierpi.
– JAK TO?!
– Nawet powiedziałbym, że się dobrze bawi.
Rudrum posmutniał, o ile w ogóle można coś takiego powiedzieć o istocie złożonej z czystej energii, nie posiadającej gruczołów produkujących hormony sterujących takimi zachowaniami.…
– Lepszą karą będzie wysłanie go z powrotem do siebie i dożywotnie uniemożliwienie mu powrotu.
Pomysł przypadł do gustu. Adel Bertsy II zniknął. Wrócił do swojej rzeczywistości. Ja wracam do swojej. Muszę posprzątać po kretach.