Otworzyłem oczy. Upewniłem się trzy razy, czy nie otaczają mnie kratery wygasłych wulkanów. Całe szczęście leżałem u siebie w Ziemskim pokoju. Ostatnie dni były symulacją życia niedźwiedzia w trakcie pierwszych tygodni wybudzania z hibernacji. Jeszcze nie rozróżnia się, co jest snem, co jest rzeczywiste, ale już zaczyna się czuć głód. Przygoda z równoległym moim bytem z innego wymiaru wykończyła mnie do granic wytrzymałości.
Powoli nabierałem sił i wracałem do świata żywych. Jedyne, co wspominam z lekką tęsknotą, to orkiestra kretów, która grała na zwołanie praktycznie wszystkie klasyczne utwory jazzowe, bluesowe i standardy death metalu.
Poszedłem do kuchni. Stałym zwyczajem rozpocząłem proces parzenia kawy. Zatrzymałem się odruchowo w połowie i zacząłem badać, czy pomieszczenia nie dzieli niewidzialna bariera. Na szczęście wszystko było w należytym porządku. Włączyłem palnik i wstawiłem niewielką ilość wody. Usiadłem przy stole kuchennym i w błogiej ciszy, zakłócanym jedynie szumem nabierającej temperatury wody, starałem się zorientować we współrzędnych rzeczywistości. Podparłem głowę na rękach i oczekiwałem. Po krótkim czasie zaczęła się formować strużka pary wydostająca się coraz prędzej przez szczelinę gwizdka. Najpierw było słychać delikatny świst, który stopniowo nabierał mocy, później świst zaczął dojrzewać do gwizdu.Gwizd wybudził mnie z lekkiego letargu. Siedziałam na środku torów, a w moim kierunku zbliżała się nieuchronnie lokomotywa parowa.
Zerwałem się na równe nogi i odskoczyłem w ostatniej chwili. Byłem o włos od zakończenia żywota pod kołami skansenu.Cały skład, złożony z kilkunastu wagonów i tendora podczepionego za parowozem, mijał mnie dosyć szybko. Nagle wydobył się głośny pisk i kolumna powoli zaczęła zwalniać. Całkowicie się zatrzymała dopiero, gdy ostatni wagon mnie minął. Siedziałem w rowie obok nasypu. Z parowozu wyszła jakaś postać i z nienaturalną szybkością, mijając całą długość pociągu, pojawiła się obok mnie.
– kIM jESTEŚ?! – postać miała głos, jakby mówiło milion osób naraz. Do tego różnymi głosami, o różnych barwach, o różnym czasie rozpoczęcia i zakończenia.
– obecnie, tutaj? Czy tak ogólnie? Teraz to czekałem na kawę, ale chyba jestem gdzie indziej – odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
-tO ŚWIETNIE SIĘ SKŁADA! mAM ZE SOBĄ DOBRĄ, AFRYKAŃSKĄ. zIARNA JAK MARZENIEEEEEEENIEnienienieniEEEEEEEEEEEE – rozpłynął się w powietrzu. Pociąg zniknął.
Woda się praktycznie wygotowała. Na szczęście zostało tyle, żeby zalać kawę. Jak tylko ją skończę, muszę się zabrać za posprzątanie kuchni. Został porozrzucany węgiel, kilka podkładów kolejowych i worek kawy z namalowanym z szablonu napisem “Ethiopian Harrar Coffee”. Przynajmniej będzie co pić.