No i nie wiem, czy taki wielki. Przygotowywałem się do przeniesienia się do gwiazdozbioru Strzelca. Piłem już kolejną kawę. Zastanawiałem się nad wpływami koincydencji przebywania w jednym wszechświecie swojej wersji alternatywnej i jak to wpływa na rzeczywistość. Do kawy przygrywała mi uniwersytecka orkiestra złożona z kretów. Muzycy ubrani byli w te fikuśne mundurki, z długimi czapkami zdobnymi w pompony. Tamburmajor biegał jak szalony, podskakiwał. Rzucał buławę, robił przewrót do przodu i łapał opadającą. Cała orkiestra idąc rozdzielała się na dwie części i chodząc tworzyła różne kształty, przedstawiające artykuły gospodarstwa domowego. Raz był to mikser, raz pralka, innym razem laptop.

Wiedziałem, że są to jakieś formy fluktuacji czasoprzestrzeni. Nie były to do końca tradycyjne halucynacje, czy projekcje senne. Najlepszym dowodem na to, był fakt zjedzenie mi przez członków orkiestry, zaraz po zakończeniu show, całego tortu śmietanowego, który chłodził się w lodówce. Zjadły go ostatecznie. Wszędzie leżały okruchy, kremowe ślady krecich łapek znajdowały się na praktycznie każdej powierzchni. Nie chciałem ich przepędzać. Grały standardy Jazzowe, Blues… a nawet raz zagrały cover utworu Drowned z debiutu szwedzkich deathmetalowców z Entombed.

Ale wracając do problemu misji ratunkowej. Adel II znajdował się we wnętrzu pulsara PSR J1748-2446ad, gdzie umieścił go Rudrum za niezgłoszenie wizyty na Marsie, chociaż najprawdopodobniej, było to spowodowane próbą wywiezienia drugiego łazika marsjańskiego Opportunity przez tego kleptomana.

Przeniosłem się 18 000 lat świetlnych. Może się wydawać, to nierealne, no bo niby jak? Światło ma skończoną prędkość, nic nie porusza się szybciej od niego. A myśl? Myśl jest impulsem elektrycznym, który też ma skończoną prędkość, ale może być akceleratorem podróży. Tak jak program komputerowy, który zawiera jakąś linię poleceń, która była napisana w jakimś skończonym czasie, realizuje obliczenia, które normalnemu matematykowi na kartce zajęłyby tysiące lat. To tylko skala i każdy to potrafi. Wystarczy zamknąć oczy i widzisz błękitne morze, palmy, złoty piasek… i jesteś tam, czujesz bryzę od morza na swojej twarzy… i to jest myśl, przy czym ja jeszcze potrafię kupić w barze plażowym kilkanaście drinków, pokłócić się z barmanem i następnego dnia mieć kaca w swoim własnym łóżku.

Stałem w pustce. Może się wydawać, że pulsar to taka świecąca latarnia. Nic bardziej mylnego. Zewsząd otaczała mnie ciemność i cisza.. właściwie by tak było gdyby nie odgłos przeciągłego AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAHHHHHHHHHHHHHHHHAAAAAA wyłaniający się z odmętów niczego. Był to głos Adela II, który wirował wewnątrz jądra pulsara z prędkością 42 981,48 obrotów na minutę. Nie brzmiało to jak błaganie o ratunek, ani jak okrzyk bólu. Było to raczej przyśpieszony do potęgi, głos małego chłopca, piszczącego z radości, robiącego kolejne okrążenie na karuzeli w lunaparku.

– wyłaź stamtąd! – krzyknąłem
– NNNNNNNNNNNNNNNNNN NNNNNNNNNNNNNNNN NNNNNNNNNNNNNNNNN NNNNNNNNNNNNN NNNNNNNN!!!!!

Na tej literce nasza rozmowa się zakończyła.
Wróciłem do domu. Jutro znów odwiedzam Marsa.