Otworzyłem oczy. Leżałem w swoim łóżku. Patrzyłem się w biały, wymagający już lekkiego odświeżenia sufit….
Gwałtownie wstałem, uderzyłem się kilkakrotnie w twarz. Pobiegłem do łazienki, wsadziłem głowę pod kran i puściłem zimny strumień. Miałem zamknięte oczy. Woda spływała po moich długich włosach, policzkach, szyi. Pod nogami zaczęła się zbierać niewielka kałuża. Próbowałem sobie przypomnieć, co się dzieje. Wydarzenia ostatnich kilku dni doprowadziły mój organizm do skrajnego wycieńczenia. Pamięć zawodziła. Jak ja się tutaj znalazłem? Czy to jest znów przewidzenie i zaraz otworzę oczy i będę stał na środku marsjańskiego krateru?
Pode mną wyrosło niewielkie jezioro, w którym nawet już pływała kaczka i na łódce spał wędkarz. Podniosłem głowę szybkim ruchem. Włosy poleciały łukiem do tyłu, pozostawiając za sobą krople wody na całej linii ruchu. Na przedniej ścianie, suficie i ścianie tylnej łazienki powstała ścieżka złożona z kropek. Wyglądała jak gromada gwiazd, mgławica. W tym momencie sobie przypomniałem o lokalizacji pulsara, w którym została uwięziona moja alternatywna osobowość z innego wymiaru. Ta sytuacja powodowała bardzo złą konfigurację czasu i zakłócała kierunek zdarzeń. Samo moje pojawienie się na Ziemi, bez jasności z mojej strony jak do tego doszło, już było powodem do niepokoju. Zrobiłem jeszcze test rzeczywistości. Wyciągnąłem ręce przed siebie i przypatrywałem się im, powoli nimi obracając. W pewnym momencie na jednym z palców prawej ręki usiadł latający krokodyl. Był wielkości konika polnego. Oprócz tego gadziego incydentu, test wykazał, że jestem trzeźwy i znajduję się dokładnie tu gdzie się znajduję. Muszę szybko działać.
Pulsar był zlokalizowany w gwiazdozbiorze Strzelca, oddalony od ziemi o 18 000 lat świetlnych, co daje 1.7029315 x 10^17 km. Muszę się przygotować. Niby można by było to pokonać dwoma mostami Einsteina-Rosena, ale tak apodróż mogła by być na tyle wyczerpująca, że każdy ze skoków skutkowałby kilkusetletnimi drzemkami, a w obecnej sytuacji nie byłoby to najlepsze rozwiązanie. W czasie moich rozmyślań, z sedesu wyszło Okapi leśne. Miało piękne pasy na tylnych nogach. Na szyi miało zawieszony wielki i gruby złoty łańcuch. Podniosłem wzrok do góry, żyrafowate się uśmiechnęło pokazując całą klawiaturę złotych zębów. W powietrzu zaczęła się unosić muzyka, usłyszałem scratchowanie i dźwięki basu. Okapi zaczęło rapować.
Tego było już za wiele. Postanowiłem poczekać z podróżą do jutra. Wyprosiłem z domu hip-hopowego żyrafokopytnego i zacząłem układać najrozsądniejszy plan działania.
Jutro wielki dzień.